Pracujesz, realizujesz tysiąc zadań naraz.
Nagle telefon – SZKOŁA.
Odbierasz i słyszysz, że coś jest nie tak.
To zapowiada trudne popołudnie.
Potem czytasz uwagi w dzienniku:
• dewastuje ławki,
• niszczy szafki,
• uszkadza szkolne mienie,
• w domu potrzeba systemu motywacyjnego,
• trzeba tłumaczyć,
• przypominać o obowiązku szkolnym,
• to, tamto…
A im wszystkim wydaje się, że co?
Że ten mały człowiek ma nad wszystkim kontrolę. A przecież nad niektórymi rzeczami jej nie ma.
Przypomnij sobie moment, kiedy byłaś tak zmęczona, że rzuciłaś szklankę, która rozprysła się na tysiąc kawałków.
Przypomnij sobie dzień, w którym krzyczałaś, że masz dość.
Dzień, w którym chciałaś krzyczeć i tłuc, ale powstrzymałaś to wszystko w sobie.
A teraz wyobraź sobie, że takie sytuacje masz kilkanaście razy dziennie.
I wyobraź sobie, że teoretycznie rozumiesz, ale w Tobie wciąż coś krzyczy.
Krzyk rozlewa się po ciele i wydostaje się na zewnątrz.
I co?
Jesteś w stanie to sobie wyobrazić?
A ja mam tego małego człowieczka, który bardzo się stara, ale hamulce puszczają wcześniej.
Czy wie? – Wie.
Czy potrafi? – Potrafi.
Ale z jakiegoś powodu uderza głową w ścianę, rzuca się po podłodze.
I widzisz, jak ten ból przynosi mu ukojenie, spokój.
Co wtedy robisz?
Przytulasz, całujesz, płaczesz razem z nim.
Czujesz niemoc. Wiesz, że musisz być silna, że nie możesz zwątpić.
A całe Twoje ciało krzyczy: „Jak mam Ci pomóc?”
