Szkoła nigdy nie była dla mnie łatwa. Zawsze miałam problem z trzymaniem języka za zębami i ciężko było mi dostosować się do obowiązujących zasad. Może właśnie dlatego tak dobrze rozumiem Kubę. Czasami myślę, że moja natura buntownika przechodzi na niego. Co ciekawe, wiele razy słyszałam, że z takim podejściem niewiele osiągnę w życiu. A jednak przez lata wspierałam dorosłych w rozwoju – zwłaszcza w zakresie kompetencji społecznych, tzw. miękkich. Jednak szkolenie dorosłych to zupełnie inna rzeczywistość niż wychowanie dziecka, które ma odnaleźć się w szkolnym systemie.
Moje doświadczenie zawodowe i wypracowane podejście, oparte na współpracy i dialogu, być może wpływa na Kubę mocniej, niż bym chciała – i niekoniecznie w pozytywnym sensie. Zwłaszcza że dzieci z „przyprawami”, jak Kuba, potrzebują często czegoś innego niż tego, co im oferuję. Moje podejście – elastyczne, dające dużą wolność – może i jest dobre dla dorosłych, ale dziecko takie jak Kuba potrzebuje więcej struktury, poczucia przewidywalności i stabilnych ram. Pomaga to odnaleźć się w społecznych schematach i daje większe poczucie bezpieczeństwa. W przypadku dzieci z zespołem Aspergera potrzeba bardziej konkretnego kierunku, jasno określonych zasad i powtarzalności, które pomagają rozwijać umiejętności społeczne i dostosowywać się do reguł. Niestety, mój styl wychowania nie zawsze mu to zapewnia.
W domu malujemy i rysujemy na podłodze, podczas gdy w szkole dzieci uczą się przy stolikach. W liceum odkryłam, że siedzenie przy biurku mnie ogranicza – wolałam uczyć się na podłodze. Kuba też nie przepada za ławkami. Zachęcam go do zadawania pytań i patrzenia na świat po swojemu, a szkoła wymaga od dzieci pewnego dopasowania i wykonywania poleceń. Nasza codzienność to ciągłe negocjacje. Często realizujemy jego pomysły, ale dochodzimy do wspólnego porozumienia.
Czasem czuję, że moje podejście „przeskakuje” szkolny system, z którym Kuba musi się pogodzić. I chociaż staram się go wspierać, słyszę, że to moja wina, że popełniłam błędy wychowawcze. Ale co mam robić? Krzyczeć na dziecko? Bić je? Nie umiem inaczej. Czy Kuba przez to płaci niedostosowaniem społecznym? Możliwe. Wiem, że nie ma łatwo, że może doświadczać odrzucenia, bo mój styl wychowania nie jest „typowy” i przez to pewnie trudniej mu się odnaleźć w systemie. Wiem jednak, że nie umiałabym go traktować inaczej – na siłę wtłaczać w ramy, które sama kwestionuję.
Czasem zastanawiam się, czy nie popełniam błędów. Czy mój styl wychowania rzeczywiście będzie dla niego atutem, czy może utrudnia mu życie teraz i będzie w przyszłości. Wierzę jednak, że umiejętności, które nabywa – negocjacji, wyrażania siebie, spotykania się w połowie drogi – okażą się jego siłą. Tak, płacę za to „świętym spokojem”. Ale czy dałabym radę być innym rodzicem? Raczej nie.
