taki zwykły dzień


Taki zwykły dzień okazał się dniem wyjątkowym. Nasze życie, przyprawione jak wykwintna potrawa – czasem kwaśne jak cytryny, czasem ostre niczym papryczka chili, a czasem słodkie jak najlepsza czekolada – nie zawsze toczy się zgodnie z planem. Dostałam wiadomość, że Kuba miał trudniejszy dzień w szkole. Wyszedł z klasy, sfrustrowany, kopiąc w ławkę. Powiedział, że nie mógł dłużej wytrzymać. Wcale mu się nie dziwię. Od poniedziałku nie było jego wychowawczyni. Zmiana goni zmianę. Niby wszyscy rozumiemy, że życie to ciągłe zmiany, że rozwój wymaga elastyczności. Ale w naszym przyprawionym życiu zmiana to czasem kataklizm – jak plama z barszczu na babcinym obrusie.

Po spotkaniu z terapeutką wracaliśmy do domu. Kubuś, jak to często bywa w takich momentach, zaczął mnie prowokować, zaczepiał. W duchu mówiłam sobie: „Cierpliwości, masz jej w wiadrach, wytrzymaj”. W pewnym momencie zaproponowałam, żebyśmy jechali w ciszy, bez rozmowy. Zgodził się. W ciszy dojechaliśmy do domu, jakby ta chwila milczenia była konieczna.

Dzień toczył się dalej. Trening, powrót do domu, i znów kontynuacja napięć. Zachęcona przez bliską osobę, aby odpowiedzieć na jego zachowania w sposób, którego się nie spodziewał, poczułam impuls. Zaczęłam działać z zaskoczenia – kopiąc, rzucając, szarpiąc to, co miałam pod ręką. Kuba stał w milczeniu, obserwując. Kiedy skończyłam, podszedł do mnie i przytulił. Zapytał, czy mi lepiej. Staliśmy tak, przytuleni, zanurzeni w spokoju chwili. Choć nie było mi lepiej. Lepsze będzie wtedy, kiedy jemu będzie lepiej.

Jednak coś się zmieniło. W jego zachowaniu zobaczyłam odbicie siebie – że potrafi odwzorować moje reakcje. Zapytałam, jak się czuł, widząc moją złość. Odpowiedział, że on tak nie robi, i że to było straszne.

Potem nadszedł czas kolacji i rozmowy, która była jedną z tych najważniejszych. „Nigdy cię nie zostawię, nigdy nie odtrącę. Zawsze będę, bo jesteś moim synem. Nieważne, czy będziemy mieszkać tu, na plaży, czy pod namiotem – tam, gdzie ja będę, tam będzie twój dom”. Powiedziałam mu, że rozumiem. Że wiem, co czuje. Że wiem, jak trudne to wszystko dla niego jest. Kuba, z płaczem, mówił, że wie. Przepraszał, łkając, że jest inny, że to takie trudne. Odpowiedziałam mu, że każdy z nas ma swoje słabości, że każdy z nas jest jakiś. Opowiedziałam o swoich trudnościach, o tym, jak kiedyś nie umiał jeździć na rowerze, pisać, czytać, ale nauczył się. Tak samo nauczy się panować nad emocjami – nawet tymi najtrudniejszymi.

Przytulony zasnął. Tak zakończył się pierwszy trudny dzień w nowej szkole. Każdy z nas czegoś przecież nie potrafi, ale tak samo każdy z nas musi się tego nauczyć, z większym lub mniejszym wysiłkiem.