„Mamo, przepraszam. Mamo, nie chciałem. Mamo, bardzo Cię przepraszam.”
Coś się zmieniło. Moje dziecko zaczęło przepraszać. Tak, to powód do dumy i radości. Można by powiedzieć, że był źle wychowany. Może. Pewnego dnia nagle usłyszałam „przepraszam”. Potem za coś znowu przeprosił. Niby nic wielkiego, ale robi to bardzo adekwatnie. W większości przypadków trafia w punkt. Są też momenty, w których nie czuję, że musi mnie przepraszać. Wtedy po prostu mówię: „Nie musisz mnie przepraszać za to. Rób po prostu inaczej.”
Z naszej perspektywy to bardzo ważne, bo w przypadku Kuby przepraszanie jest wyzwaniem – nie dlatego, że brakuje mu empatii, ale dlatego, że czasami trudniej mu zrozumieć, jak jego słowa i działania wpływają na innych. Gdy jednak zaczyna przepraszać, to prawdziwy krok naprzód. To znak, że uczy się zasad społecznych, że dostrzega reakcje innych i stara się reagować zgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Co ciekawe, te przeprosiny nie są mechaniczne, ale najczęściej płyną prosto z serca. I wtedy ogarnia mnie duma, bo to oznacza, że Kuba pracuje nad sobą, a nasza praca przynosi efekty. W takich chwilach doceniam go, bo każdy mały krok naprzód w tym procesie to ogromne osiągnięcie.
